,

Z Chojny na zaplecze Ligue 1? Michał Szczepko o testach w Stade Lavallois i twardej szkole „okręgówki” [zdjęcia]

Awatar Przemysław Kaweński

Choć na co dzień broni barw Odry Chojna, ostatnie dni spędził we Francji, przyciągając uwagę skautów z zachodu. Michał Szczepko, młody i utalentowany bramkarz, wrócił właśnie z testów w Stade Lavallois – klubie występującym na poziomie Ligue 2. O stresie w Paryżu, różnicach między polską a francuską szkołą bramkarską i o tym, dlaczego w klasie okręgowej trzeba mieć oczy dookoła głowy, rozmawia Przemysław Kaweński.

Przemysław Kaweński: Jakie to uczucie otrzymać oficjalne zaproszenie z klubu grającego na zapleczu francuskiej elity, czyli Ligue 2?

Michał Szczepko: Szczerze mówiąc, byłem zaskoczony, kiedy przyszło zaproszenie, ale to jednocześnie bardzo miłe uczucie. Świadomość, że klub na takim poziomie śledzi twoje poczynania, daje ogromnego kopa do dalszej pracy.

P.K. To nie był Twój pierwszy kontakt z tamtejszą piłką. Czy wracałeś do Francji z poczuciem, że jedziesz „do siebie”, czy raczej towarzyszył Ci dodatkowy stres?

M.Sz. Właściwie czułem się tam jak u siebie. Praktycznie całe życie mieszkałem we Francji, więc bariera językowa czy kulturowa dla mnie nie istnieje. Dzięki temu nie stresowałem się tak bardzo, jak mógłby to odczuwać ktoś, kto jedzie tam pierwszy raz.

P.K. Czego konkretnie sztab szkoleniowy Stade Lavallois oczekiwał od Ciebie podczas tych kilku dni? Miałeś wyznaczone konkretne cele?

M.Sz. Wchodziłem w proces treningowy jako pełnoprawny zawodnik zespołu. Uczestniczyłem we wszystkich jednostkach, a sztab chciał zobaczyć, jak radzę sobie w bezpośredniej rywalizacji i jak odnajduję się w ich systemie gry.

P.K. Jak oceniasz poziom sportowy rezerw Stade Lavallois (N3) w porównaniu do naszej klasy okręgowej czy IV ligi?

M.Sz. To zupełnie inna charakterystyka. Tam grają zawodnicy bardzo młodzi, maksymalnie do 20. roku życia, ale za to niezwykle perspektywiczni. Poziomem sportowym zbliżają się do polskiej IV, a nawet III ligi. Gra jest bardzo szybka i techniczna.

P.K. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiałeś we francuskim Jeunesse Sportive Ludoise. Czym różni się tamtejsza szkoła bramkarzy od tej, którą znasz z Polski?

M.Sz. Tutaj muszę przyznać, że miałem w Polsce dużo szczęścia do ludzi. Trafiłem na świetnych fachowców: trenera Grzegorza Ciołka, Łukasza Warachowskiego i Wojciecha Szurko ze szczecińskiego Prokeepers. Mimo francuskich początków, w tym pytaniu stawiam zdecydowanie na polską szkołę szkolenia.

P.K. W Twoim CV widnieją też testy w samym Paris Saint-Germain. Jak pobyt w jednym z największych klubów świata wpłynął na Twoją pewność siebie?

M.Sz. Byłem w akademii PSG, mając 15 lat. To doświadczenie zbudowało we mnie dużą pewność siebie. Fakt, że mogłem tam trenować, sprawił, że do dziś jestem obserwowany przez francuskie kluby. To otwiera wiele drzwi.

P.K. Już jako 16-latek grałeś w seniorach we Francji. Czy ta wczesna „szkoła przetrwania” daje Ci teraz przewagę nad rówieśnikami?

M.Sz. Zdecydowanie tak. Gra z seniorami w tak młodym wieku sprawiła, że przestałem czuć respekt czy strach przed dorosłymi zawodnikami. Na boisku liczą się umiejętności, a nie data urodzenia w dowodzie.

P.K. Bramkarz to pozycja wymagająca „stalowej głowy”. Jak pracujesz nad sferą mentalną, by radzić sobie z presją podczas takich wyjazdów?

M.Sz. W Szczecinie współpracuję ze specjalistą od przygotowania mentalnego, Marcinem Szewczykiem. Przyznam szczerze, że przed tymi testami trochę panikowałem, ale zawsze mogłem na niego liczyć. Pomagał mi, nawet gdy dzieliły nas setki kilometrów – wystarczył telefon, by poukładać myśli.

P.K. Gdyby po testach na stole pojawił się kontrakt, jesteś gotowy na stałą przeprowadzkę do Francji w tak młodym wieku?

M.Sz. Prawdziwy piłkarz musi być gotowy na każde wyzwanie. Jeśli pojawi się konkretna propozycja, oczywiście, że tak.

P.K. Klasa okręgowa w barwach Odry Chojna to chyba też niezła szkoła życia? Czego nauczyłeś się tutaj, czego nie dają lśniące akademie?

M.Sz. Polska „okręgówka” nauczyła mnie przede wszystkim tego, że na boisku nie ma miękkiej gry. Tutaj w każdej chwili musisz być czujny, bo – mówiąc dosłownie – zawsze można dostać korkiem w twarz (śmiech). To hartuje charakter.

P.K. Co chciałbyś przekazać kolegom z szatni Odry i młodym chłopakom z regionu, którzy marzą o podobnej szansie?

M.Sz. Przede wszystkim dziękuję drużynie za świetne przyjęcie – dzięki Wam czuję się w klubie bardzo dobrze. Dziękuję też zarządowi i trenerom za wsparcie. Moja rada? Systematyczny trening i dawanie z siebie 100% na każdych zajęciach. To zawsze procentuje.

P.K. Chciałbyś kogoś jeszcze wyróżnić na koniec?

Tak, korzystając z okazji, chcę bardzo podziękować trenerom, którzy ogromnie mi pomogli w mojej dotychczasowej drodze. Są to: Piotr Kierul, Maciej Sayed, Piotr Lulek, Krzysztof Sobieszczuk, Tomasz Bielecki i Filip Wawrzonkoski. Dziękuję Wam za wszystko!

Tagged in :

Sprawdź najnowsze wiadomości